Wróciliśmy z Hiszpanii bardzo zadowoleni ale jednocześnie smutni, że był to ostatni wyjazd naszej młodzieży w ramach projektu "We are what we eat." Współpraca z krajami zaangażowanymi w projekt układała się bardzo dobrze i zaowocowała nie tylko wypracowanymi wspólnie produktami ale również bardzo dobrymi relacjami, można rzec przyjaźniami. 

W latach 2012-2013 w sumie 24 uczniów z naszej szkoły odwiedziło Włochy, Francję i Hiszpanię poznając zwyczaje żywieniowe tych krajów, dorobek kulturowy oraz miejsca produkujące różnego rodzaju żywność. Uczniowie mogli ponadto sprawdzić i udoskonalić swoje umiejętności językowe, które okazały się być bardzo wysokie. Podróż kulinarna po krajach biorących udział w projekcie była dla naszej młodzieży szczególnie egzotyczna ze względu na owoce morza, w które obfituje kuchnia francuska, hiszpańska a nawet włoska. 
Pomimo niesprzyjającej aury, tydzień spędzony w Hiszpanii był niezwykle udany co przypieczętowała powódź łez wylanych na lotnisku podczas pożegnania z młodzieżą hiszpańską, ich opiekunami i rodzicami. 

Zainteresowanych szczegółami pobytu zapraszamy do zapoznania się z relacjami uczniów z każdego dnia wymiany. 

07.04.2013
Niedzielę zaczęliśmy bardzo wcześnie gdyż już o 4:15 musieliśmy być pod szkołą. W czasie podróży do Warszawy, podczas której wszyscy mieliśmy spać, rozmawialiśmy i wymienialiśmy uwagi na temat naszych nowych hiszpańskich kolegów. Po przyjeździe do Warszawy czekaliśmy na Lotnisku Fryderyka Chopina na odprawę, która planowana była na godzinę ósmą. Dla niektórych lot samolotem był wielkim przeżyciem, ponieważ nigdy wcześniej nie latali (widoki były niesamowite). Po czterogodzinnej podróży dolecieliśmy do Madrytu, gdzie musieliśmy czekać kilka godzin na samolot do A Coruny. Podczas naszych oczekiwań niektórzy przysnęli na lotnisku, niektórzy skracali sobie czas odwiedzając sklepy bezcłowe i tak minął nam czas do kolejnego lotu, który trwał zaledwie godzinę. Z lotniska około 21 odebrali nas nasi HISZPAŃSCY RODZICE. Moja Hiszpańska Mama okazała się bardzo miła i kontaktowa, tak samo ja jej syn - Anton. Po krótkim odpoczynku w moim nowym, tymczasowym Hiszpańskim Domu i poznaniu reszty rodziny, a także wymianie prezentów udaliśmy się z całą naszą grupą nad Ocean Atlantycki. Po powrocie wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni. Tak zakończył się nasz pierwszy dzień w Hiszpanii.

Agnieszka W. 

08.04.2013
Pierwszego dnia w szkole wszyscy czuliśmy się trochę oszołomieni, z zaciekawieniem przyglądaliśmy się uczniom z hiszpańskiej szkoły. Chcieliśmy dobrze reprezentować naszą szkołę i Polskę. Następnie z innymi uczestnikami wymiany przeszliśmy do auli. Tam nastąpiło krótkie zapoznanie i wyświetlenie prezentacji ze wszystkich spotkań projektowych w naszych krajachoraz te przedstawiające codzienne życie naszych rówieśników z Hiszpanii, Francji i Włoch oraz nasze. Pokazywały co jemy i omawiały tradycyjne świąteczne potrawy.

Później przeszliśmy do autobusu, by pojechać do ratusza urzędu miasta. A co odważniejsi z nas (min. ja) poszli zapoznać się z koleżankami i kolegą z Francji. Jak się później okazało bardzo sympatycznymi. Myślę, że nasza przyjaźń potrwa lata. W ratuszu dowiedzieliśmy się o ważnych postaciach dla Oleiros oraz o unikalnej formie współpracy społeczności lokalnej. Zrobiliśmy także pamiątkowe zdjęcia z burmistrzem miasta. Coraz bardziej zapoznawaliśmy się z koleżankami i kolegami z wymiany, a szczególnie z młodzieżą francuską .

Po obiedzie, który zjedliśmy w domach rodzin goszczących, wróciliśmy do szkoły, gdzie pracowaliśmy nad plakatami przedstawiającymi tradycje świąteczne (głównie żywieniowe) w naszych krajach. 
Wieczorem nasi hiszpańscy koledzy zabrali nas na zakupy do centrum handlowego, gdzie dziewczyny oddały się zakupowemu szaleństwu. Niektóre już pierwszego dnia wydały połowę pieniędzy, które miały na cały pobyt :). Po zakupach wróciliśmy do "swoich" domów, gdzie z "naszą" nową rodziną zjedliśmy kolację i oddaliśmy się długim rozmowom. 

Błażej R.


09.04.2013
Drugi dzień wymiany spędziliśmy na zwiedzaniu Santiago de Compostela. Miasto to jest miejscem spoczynku św. Jakuba, jednego z dwunastu apostołów.
Pierwszym punktem programu było przejście ostatnim odcinkiem drogi św. Jakuba do katedry. Pogoda nas nie rozpieszczała – w strugach deszczu i w towarzystwie porywistego wiatru dotarliśmy do celu. We wnętrzu kościoła, o jego powstaniu, architekturze i ciekawostkach opowiadał nauczyciel historii, uczący „w naszej hiszpańskiej” szkole. Podczas zwiedzania pozytywnie zaskoczyła nas msza, która prowadzona była w jednej z bocznych kaplic w języku polskim! Następnie zeszliśmy do podziemi, aby zobaczyć relikwie św. Jakuba. Następną część dnia spędziliśmy na zwiedzaniu miasta. Tym razem aura pogodowa uległa poprawie i wreszcie zaświeciło słońce. Oglądaliśmy mnóstwo zabytkowych budowli, barokowych kościołów i kolorowych uliczek. Miasto niby jak każde inne, a jednak magiczne! 
Po zwiedzaniu udaliśmy się do szkoły gastronomicznej. Widzieliśmy jak przyszli kucharze i kelnerzy przygotowują się do zawodu. Świetnie wyposażona baza i profesjonalizm tych młodych ludzi zrobiły na nas nie lada wrażenie! Obsługiwani przez elegancko ubraną młodzież czuliśmy się jak w ekskluzywnej restauracji i mogliśmy spróbować najrozmaitszych dań, począwszy od owoców morza a kończąc na frytkach. 
Na koniec zwiedziliśmy muzeum regionalne (Museo de Pobo Galego). W salach znajdowały się łodzie, sieci rybackie, narzędzia, instrumenty muzyczne, stroje charakterystyczne dla Galisyjczyków. W innych pomieszczeniach podziwialiśmy fotografie i obrazy przedstawiające dawne życie mieszkańców tego nadmorskiego regionu. 

Dominika G. 


10.04.2013
Trzeciego dnia spotkaliśmy się rano w liceum, gdzie obejrzeliśmy niezwykle interesujące filmy dotyczące zbierania takich żyjątek jak np percebeiros, które uchodzą za przysmaki, a których zbieranie śmiałkowie niekiedy przypłacają zdrowiem a nawet życiem (niektórzy z nas mieli okazję ich spróbować w czasie pobytu w Hiszpanii ale nas nie zachwyciły i zgodnie stwierdziliśmy, że nie są warte ryzykowania życia).
Następnie wybraliśmy się w podróż do Cambre do fabryki alg. Tam mogliśmy rozwinąć nasze kubki smakowe. Oglądaliśmy, wąchaliśmy (nie polecamy) i próbowaliśmy różnego rodzaju wodorostów. Zapoznaliśmy się z metodami ich zbierania, miejscem występowania, sposobami użycia oraz wartościami odżywczymi. 
Aby dotlenić się po dawce algowych zapachów, udaliśmy się na baaardzo długi spacer po nadmorskiej Promenadzie. Po obiedzie u rodzin goszczących wróciliśmy do szkoły, gdzie w grupach uważnie staraliśmy się podążać za przepisem przyrządzając Empanada Espanola oraz Tortilla Espanola. Już od początku lekcji gotowania świetnie się bawiliśmy. Rozpoczynając lepienie ciasta, dorwaliśmy się do mąki, która po chwili znajdowała się na każdej twarzy, włosach i ubraniach. Mimo luźnej atmosfery Empanady i Tortille przygotowane przez nas wyszły wspaniałe i na pewno będziemy je przyrządzać w Polsce! 

Edyta R. 



11.04.2013
W czwartek Hiszpanie zaplanowali dla nas wyjazd do Ria de Arousa. Jest to miasteczko oddalone od Oleiros o 130km. Nikt z nas nie przypuszczał, że wejdziemy do wody podczas pobytu w Hiszpanii, gdyż o tej porze roku woda jest tam lodowata, a jednak… Każdy z uczestników wycieczki dostał gumowce i ruszyliśmy prosto do oceanu. Mieliśmy okazję obserwować osoby pracujące przy połowie owoców morza. Niektórym z nas udało się odnaleźć małże, małe skorupiaki i inne zwierzątka, nadające się do jedzenia. Umiemy już odróżnić niektóre gatunki oraz znamy ich cenę. Mogliśmy także przyjrzeć się algom, które próbowaliśmy poprzedniego dnia w fabryce, w ich naturalnym środowisku. Chwila czasu na zebranie muszelek i ruszyliśmy dalej. Zwiedziliśmy dwa muzea promujące Galicję, gdzie przybliżono nam jej historię. Ich dźwięczny język gallego przypomina bardziej portugalski. Czas wolny spędziliśmy nad oceanem, opalaliśmy się na skałach, co zaskutkowało czerwonymi nosami na drugi dzień, robiliśmy sesje zdjęciowe, dokarmialiśmy mewy, wywołujące powszechną radość, obserwowaliśmy wielkie fale i prowadziliśmy rozmowy z naszymi przyjaciółmi z Francji, Hiszpanii i Włoch. Magia tkwiąca w krajobrazie Galicji zachwyciła nas. Na koniec dnia zwiedziliśmy Instytut Kształcenia Rolniczego IGAFA. Jest to szkoła, która zajmuje się hodowlą różnych organizmów żywych charakterystycznych dla tamtejszej flory i fauny. Mogliśmy wejść do laboratoriów, gdzie prowadzone są badania naukowe oraz zobaczyć poszczególne gatunki ryb i skorupiaków. Dzień był bardzo męczący, jednak dla każdego z uczestników jak najbardziej udany. Wyjątkowo pogoda dopisała. Bezchmurne niebo oraz intensywne słońce nie rozpieszczają na codzień Galisyjczyków. Wracając obserwowaliśmy wspaniałe widoki morskiego bezkresu. Zielone nadatlantyckie wzgórza otaczające kamienne miasteczka, skaliste urwiska zanurzone we mgle przywodzą na myśl raczej typowo cetlyckie niż iberyjskie pejzaże. W Galicji napotkaliśmy wspaniałe tereny położone w głębi lądu a wszechobecna zieleń zwaliła nas z nóg.

Ewelina Ch.


12.04.2013
Piątkowy poranek rozpoczął się o godzinie 8.00 Po ostatnim śniadaniu wyruszyliśmy ze smutkiem na małą wspólną wycieczkę. Pierwszym punktem była ,, Wieża Herkulesa’’ w A Coruna. Zrobiliśmy tam kilka wspólnych zdjęć, po czym udaliśmy się do centrum handlowego, gdzie czekała na nas bardzo pyszna gorąca czekolada. Po tym przyszedł czas na zakupy, których nikt nie mógł się doczekać :D. Niestety zawiedliśmy się trochę, ponieważ nasze portfele były zbyt chude, na takie ceny  . Po ‘’zakupach’’ udaliśmy się na wielki targ owoców morza. Widzieliśmy tam wszystkie rodzaje morskich żyjątek przeznaczonch do jedzenia. Było nam ich bardzo szkoda, ponieważ niektóre jeszcze żyły. Ok. 14 trochę zgłodnieliśmy i po wyczerpującym zwiedzaniu miasta udaliśmy się na ostatni obiad, po czym nastała długa siesta. Dopiero ok. godziny 19 udaliśmy się do szkoły na wspólną wielką kolację. Jedliśmy tradycyjne, a za razem bardzo pyszne hiszpańskie dania. W końcu przyszedł czas na dyskotekę! Wszyscy świetnie bawiliśmy się i tańczyli, lecz wszystko co dobre, szybko się kończy. Ok. północy pożegnaliśmy się i rozeszliśmy się do domów, ponieważ nazajutrz czekała na nas bardzo długa i męcząca podróż. Szkoda, że wymiany trwają tak krótko . 

Maciek C.

13.04.2013
Ostatni dzień rozpoczął się dla nas bardzo wcześnie, ponieważ już o 5:00 musieliśmy się pojawić na lotnisku w A Corunie. Nastąpiło długie pożegnanie z naszymi hiszpańskimi rodzinami, przepięknym miastem oraz złożyliśmy obietnice dalszej przyjaźni. Zapłakani i smutni ruszyliśmy Iberią do Madrytu gdzie na poprawienie sobie humoru wykorzystaliśmy czas wolny zwiedzając piękne ulice tego miasta. O 15:25 wylecieliśmy z lotniska w Madrycie do Polski. W Warszawie byliśmy już ok godziny 19.00 i już tylko krótka podróż busem dzieliła nas od naszych rodzin. I w końcu ok godziny 23.00 mogliśmy się już zobaczyć z naszymi bliskimi i opowiedzieć im o wszystkich przeżytych przygodach. Myślę, że przyjaźnie zawiązane w Hiszpanii będą pielęgnowane przez wiele osób, ponieważ poznaliśmy tam wielu cudownych ludzi o których nigdy nie zapomnimy!

Paulina F.

100 lat "Górki"

Kalendarz

Galeria zdjęć

Licznik odwiedzin

Today 259

Yesterday 423

Week 2218

Month 5220

All 20624

Currently are 95 guests and no members online

Kubik-Rubik Joomla! Extensions

Ustawienia szablonu
Wybierz kolor
Red Green Blue Gray
Kolor tła
Kolor tekstu
Czcionka Google
Rozmiar czcionki
Krój czcionki
Scroll to top